rys. Kazimierz Nowak, fot. Anna Chalecka

wtorek, 15 kwietnia 2014

List z Anglii nr2

Kontynuuję korespondencję z Panem Władysławem. Próbuję wydobyć jak najwięcej informacji o interesujących mnie miejscach, czasie i osobach. Nawet najmniejsza wiadomość jest odkrywcza. Pan Ciechomski odpowiedział na moje szczegółowe pytania i wniósł wiele do obrazu tamtej Krochmalnej.
Pisze:
"Krochmalna nigdy nie wyglądała tak jak na zdjęciach obecnych. W tamtym czasie nie było żadnych drzew, budynków nie malowano, a sama ulica była wąska. Wszędzie pełno Żydów mieszkających na Krochmalnej i w okolicy".
Co do ciotki Franciszki - dowiedziałam się, że była bardzo operatywną kobietą. Jej powodzenie w interesach zapewniało przed wojną wysoki standard życia. Nie miała mieszkania na Krochmalnej, to był tylko jeden z dwunastu punktów, w których można było zostawić rzeczy do prania. Sama mieszkała w mieszkaniach luksusowych.
Do pralni na Krochmalnej 30 schodziło się wąskim wejściem po trzech lub czterech stopniach w dół. Umiejscowiona była w piwnicy czy też suterenie. W środku znajdowała się lada do przyjmowania i wydawania prania. Pracowały cztery kobiety, w większości przy prasowaniu. Więcej wejść z wyjątkiem tego od ulicy Pan Władysław nie pamięta.
W 1939 roku po śmierci ojca w kampanii wrześniowej Władek zamieszkał z ciocią na stałe. Wtedy była już niestety zrujnowana. Nie mogła czytać i pisać ( chyba na skutek utraty wzroku ) więc przyuczyła do księgowości bystrą, młodą dziewczynę. Ta chciała po pewnym czasie niezależności więc musiały się rozstać. Nie do końca Pan Władysław wyjaśnia na czym polegało to rozstanie, ale właśnie wtedy ciocia straciła pralnię na Krochmalnej. Sklep na Pańskiej 14 natomiast miał dziurę od frontu po działaniach artylerii. Władek pomagał przy odgruzowaniu sklepu i organizacji jadłodajni w tym miejscu. Po tygodniu wszystko było gotowe. Ciocia bardzo ciężko pracowała - gotowała, serwowała na stoły i zmywała naczynia. Władek pomagał cały czas i jego dzień był wypełniony pracą w gastronomii.



piątek, 7 lutego 2014

List z Anglii.

Od czasu kiedy na stronach Muzeum Powstania Warszawskiego przeczytałam relację pana Władysława Ciechomskiego czyniłam starania, aby go realnie odszukać. Muzeum bardzo mi w tym pomogło i właśnie dostałam list od mojego poszukiwanego z ciekawymi wiadomościami.


Pan Władysław załączył dla mnie odręczny plan pralni. Jeśli dobrze go odczytuję to zakład był we frontowej kamienicy miał duże wystawowe okno i wejście wprost z Krochmalnej. Raczej ze względu na to okno był na parterze, nie w suterenie. Wyposażono go w dwa miedziane kotły - prawdopodobnie do gotowania bielizny. W końcu to była pralnia.
Oczywiście od razu napisałam do pana Ciechomskiego odpowiedź i podziękowania i zarzuciłam też całą masą pytań. I mam wielką nadzieję, że jednak coś sobie przypomni i przybliży mi Krochmalną 30 ze swoich młodych lat.

  

piątek, 31 stycznia 2014

Janina Garbień - powrót do przeszłości.

Kilka dni temu udało mi się spotkać i porozmawiać ze wspaniałą kobietą - panią Janiną, mieszkanką dawnej ulicy Krochmalnej. Mimo moich usilnych starań to na razie jedyna osoba mogąca opowiedzieć cokolwiek o latach przedwojennych, wojnie, okupacji, powstaniu - w obrazach i wspomnieniach z tamtej ulicy. Mieszkała w domu, w którym o wiele wcześniej żył Issac Beshavier Singer. Adres Krochmalna 12 mieszkania 105. Pani Janina swoje wspomnienia pięknie opisała w książce "Świat w serdecznej pamięci", także udzieliła wywiadu Jerzemu S. Majewskiemu, a ten zamieścił je w przewodniku "Żydowski Muranów i okolice". Jej przeżycia z Powstania Warszawskiego możemy poznać czytając relację na stronach Archiwum Historii Mówionej tutaj. Mnie udało się osobiście wysłuchać wspomnień i za rękę z małą Janką pospacerować wzdłuż Krochmalnej, pozaglądać w bramy, na podwórka, wsłuchać się w gwar ulicy. Pani Janino - bardzo dziękuję za tę ekscytującą wycieczkę.
Spotkanie z Panią Janiną Garbień dnia 29 stycznia 2014r.
Pani Janina zamieszkała na Krochmalnej 12 w 1934 roku. Ulica nie przypominała już tej nędznej, żebraczej opisywanej przez Singera. Minęło 17 lat odkąd przyszły noblista z niej wyjechał. Ulica modernizowała się, cywilizowała. Położono chodniki, wybrukowano ulicę. Nikt już nie wylewał nieczystości prosto z okien, dzieci nie bawiły się w rynsztoku. Co prawda stare kamienice – najczęściej te frontowe różniły się od oficyn, które budowane na bieżąco były wyższe, czystsze, nowocześniejsze. Głównie ulica zamieszkana była przez Żydów zajmujących się handlem. Mieli oni stoiska w Hali Mirowskiej lub na placu Mirowskim.  W suterenach kamienic utrzymywali magazyny, a w nich towar, którym handlowali. Ale Polacy też mieszkali, jednak stanowili może 10-15 %.  Pani Janina zamieszkała pod numerem 105 i to nie było ostatnie mieszkanie – w całej kamienicy żyło może 10 polskich rodzin. Na ulicy Krochmalnej bardzo często można było spotkać handlarki z koszami pełnymi jajek a także węglarzy dźwigających ciężkie kosze. Przepychali się na chodniku, żądali zrobienia przejścia. Pani Janina pamięta scenę kiedy handlarka straciła swoje jajka, nie chcąc zejść z drogi węglarzowi – ten złośliwie kopnął w jej koszyk.
 
Kilka zdjęć jakie udało mi się wyszukać na portalu: http://www.kolejkamarecka.pun.pl/ obrazujące sytuacje na Krochmalnej w czasie kiedy weszła do getta. Na pierwszym zdjęciu po prawej numery 10 potem 12, 14 jednopiętrowy dom 16/18 i 20. Zdjęcie drugie: fotograf patrzy tym razem na wschód i tak po lewej stronie numery 14, 12, 10
 


Zdjęcie bliżej muru na Ciepłej.


Dom rodzinny Janki był na odcinku wschodnim między Ciepła a Rynkową. Nie zapuszczała się zbyt często w kierunku Żelaznej, bo tam nie było nic ciekawego, mało sklepów, wystaw. Nie umiała więc powiedzieć mi nic na temat Krochmalnej 30. Na pewno tamtędy przechodziła, ale jako dziecko nie zwracała uwagi na numery i zresztą rzeczywiście chyba nic charakterystycznego i ciekawego trzydziestka nie oferowała. Stwierdza jednak, że na tym odcinku – miedzy Ciepła a Żelazną – ulica była bardziej nowoczesna, ciut bogatsza, na wyższym poziomie.
Kamienica pod numerem 12 miała od Krochmalnej dwa piętra. Była stara, ciemna a brama wejściowa na podwórko  brudna i nieprzyjemna.  W bramie często stali tragarze gotowi wynająć się do przenoszenia ciężkich rzeczy – mebli czy towarów. Byli przepasani linami i nie wyglądali zbyt miło. Podwórko za bramą było duże i dobrze doświetlone. Stał na nim śmietnik natomiast nie było tam żadnej zieleni, drzew. Boczne skrzydła kamienicy i tylne dobudowano dużo później i były to budynki  czteropiętrowe z facjatami, bez balkonów. Górowały nad okolicą. Wychylając się z okna i patrząc ponad dachami  widać było ruch uliczny Krochmalnej. Także idąc od strony ulicy Chłodnej z daleka widać było wysoką ścianę domu – tę bez okien. Ślepą ścianę, za którą były komórki lokatorskie.  Mała Jasia mieszkała z rodzicami na czwartym piętrze pierwszej klatki od Krochmalnej. Na piętrze były tylko dwa mieszkania – państwa Jasik – rodziców Janki i Państwa Zalzbergów. Zalzbergowie byli dobrze sytuowanymi Żydami, mieli budkę z porcelaną w hali mirowskiej, zatrudniali służącą. Mieli trzy pokoje w amfiladzie, kuchnię i przedpokój. Rodzina Janki zajmowała duży pokój z kuchnią przedpokojem i łazienką. Mieszkanie było od południowej strony – jasne i słoneczne. Z klatki dostępne były wspomniane komórki. Lokatorzy przechowywali w nich węgiel. Jasikowie dodatkowo dużą balię kąpielową, bo w łazience mieli tylko ubikację, bez wanny czy prysznica. Mieszkania były wyposażone w instalacje elektryczną natomiast gazu nie było. Gotowano na kuchniach węglowych.
W suterenie kamienicy był magiel a w bocznej oficynie na dole bożnica żydowska. Miała wiele okien prawdopodobnie mieszkania były połączone.
Państwo Jasikowie zajęli mieszkanie po żydowskim lokatorze, który był niewypłacalny i poddany  eksmisji.  Ze złości zdewastował mieszkanie, zniszczył instalacje elektryczną, porozbijał kafle od pieca, poniszczył  meble. Na początku konieczny był duży remont. Zanim naprawiono instalacje rodzina spędzała wieczory przy lampie naftowej. Mieli taką zrobioną z kuli armatniej jeszcze z I Wojny Światowej. Meble natomiast odkupiono od bogatego, żydowskiego fabrykanta – pana Magida. Był on właścicielem fabryki na Młocińskiej 13. Zatrudniał ojca Janki na stanowisku ślusarza i konserwatora – był jego szefem, ale też znajomym. Meble odkupiono po okazyjnej cenie, bo Magid wydawał córkę za mąż i zmieniał jej umeblowanie na nowoczesne. Stare secesyjne, dębowe sprzęty trafiły na Krochmalną. Od razu widać było ich wysoką wartość, co komentowali domokrążcy – obnośni handlarze. Twierdzili, że to nie dom robotniczy - z pięknym stołem, krzesłami z wyplatanymi siedziskami, dużym kredensem, do którego dzieci się chowały i otomaną, zawierającą ozdoby z kości słoniowej.
Z córkami Magida przyjaźnił się brat Janki – Mietek. Cała rodzina była na ślubie jednej z nich - w synagodze na Tłomackiem. Po ceremonii państwo młodzi wypijali wino i tłukli kieliszki. Zgodnie z tradycją, którego z małżonków kieliszek się zbije ten będzie sprawował rządy w domu. W tym przypadku miała to być córka Magida.
Janka po przyjeździe na Krochmalną miała dziewięć lat i zaczęła uczęszczać do Szkoły Powszechnej nr 11 przy Dzielnej 61. Pomagała mamie chodząc na zakupy do hali mirowskiej. Była lubiana wśród sprzedawców i często kupowała na kredyt. " Chodź Jasia, chcesz sera?" - i dostawała kawałek. Na liście sprawunków były okrawki wędlin - wybierano jej zawsze te najlepsze, sery, śledzie - które uwielbiała. Mandarynki sprzedawano 3 za 10, katańskie. Bywała w sklepie kolonialnym Kuryluka. Tam usłyszała powiedzenie: "wolniej pójdziesz, prędzej zajdziesz". Bywała też w sklepiku u Joska na Krochmalnej - z różnościami. Po ubrania jeździła z mamą na Nalewki - miała stamtąd dobrej jakości płaszcz, natomiast buty kupowały w okrąglaku przy pl. Żelaznej Bramy.
Mówi o sobie jako o wybrednym dziecku - grymasiła. Nie lubiła krupniku, masła, wolała kotlety i zalewajkę. Mięsa na co dzień się nie jadło. Podczas okupacji doświadczyła głodu. Mama sprzedawała ubrania i rzeczy i kupowała jedzenie. Także zaopatrzenie przywoziły ze wsi od rodziny. Ale nie zawsze dało się coś zorganizować.
Czas getta.
W czasach getta córki Magida ukrywały się po aryjskiej stronie – miały dobry wygląd, blond włosy. Natomiast Magid był na terenie małego getta. Podczas akcji likwidacyjnej ukrył się w dole kloacznym i dzięki temu przeżył. Któregoś wieczora zapukał do domu Janki szukając pomocy. Państwo Jasikowie mieszkali wtedy w sąsiadującym przez podwórko domu o adresie plac Mirowski 9. Ich stare mieszkanie było na obszarze getta. Magid uzyskał pomoc – umył się, najadł, przespał i został skontaktowany z córkami. Te nie miały możliwości inaczej mu pomóc jak tylko odprowadzić do dużego getta. Tam ukrywał się w gruzowisku. Na znak, ze żyje rozpalał ogień a znajomi wpatrywali się w unoszący dymek. Z czasem dymu już nie było…
Nowe mieszkanie było większe od poprzedniego – dwupokojowe. Kamienica przy pl. Mirowskim 9 reprezentowała zupełnie inny styl. Rodzina pani Janki przeprowadziła się tam w miejsce rodziny żydowskiej, która oczywiście poszła do getta. Kamienice Krochmalna 12 i plac Mirowski 9 stały do siebie plecami i granica getta biegła przez podwórko – to należące do adresu pl. Mirowski 9. W granicy pobudowano mur z cegieł przez który odbywał się szmugiel. Na stronę aryjską można też było przedostać się strychami. Janka i jej kolega Chaimek właśnie tam się spotykali, także Janka szmuglowała dla niego jedzenie przez mur.

Powyższe zdjęcie pokazuję tylną oficynę kamienicy Krochmalna 12, mur getta i kawałek podwórka domu pl. Mirowski 9. Osoby na zdjęciu to mieszkańcy getta. Fotografie z portalu: http://www.kolejkamarecka.pun.pl/


Strzałki wskazują numer 9 przy pl. Mirowskim - w podwórzu mur getta. Poniżej ten sam adres na tyłach jednej z hal.

Tyfus – należało wykąpać się w łaźni i wziąć stamtąd zaświadczenie. Na jego podstawie wydawano kartki na chleb. Janka z siostrą udały się do łaźni zorganizowanej w kinie Roma (obecnie teatr Roma). Kąpały się tam i Polki i Żydówki. Pani Janina pamięta starą Żydówkę z obwisłym brzuchem – niczym w fartuszku jak też piękne blondynki ładnie ubrane nie przypominające Żydówek – a jednak z opaskami.
Pani Janina jak również jej bratowa i cała rodzina zresztą wykazały się w tamtym trudnym czasie niezwykłym bohaterstwem. Mieli możliwość udzielenia pomocy Żydom w tragicznej sytuacji i nie wahali się tego robić. Janka bezpośrednio pomagała swojemu koledze z podwórka - Chaimkowi. Przez mur podawała mu jedzenie. Chaimek czasem też wykradał się z getta i u państwa Jasików znajdował poczęstunek i schronienie.
Rodzina Janki mieszkała przy pl. Mirowskim 9 aż do wybuchu Powstania. Podczas bombardowań chowali się w piwnicach domu Krochmalna 12, ale szybko stamtąd musieli uciekać. Z mamą i siostrami przedostała się do Śródmieścia. Działała pomagając w Powstaniu - szyła woreczki na proch. Wraz z kolumną cywilów została odesłana do Pruszkowa i potem do Niemiec na roboty. Do Polski wróciła po wyzwoleniu - najpierw z mężem zamieszkała w Krakowie potem wrócili do Warszawy.

wtorek, 23 lipca 2013

Kolejny odnaleziony. Władysław Ciechomski.

Studiując biogramy powstańcze z Archiwum Historii Mówionej natknęłam się na wzmiankę o Franciszce Antosiewicz. Dla przypomnienia - miała na Krochmalnej 30 pralnię. Opowiada o niej jej siostrzeniec - Władysław Ciechomski. Cały wywiad można przeczytać tutaj: klik
Ja się skupię na moich mieszkańcach.

Władek trafił pod opiekę cioci mając niespełna 13 lat - po śmierci swojego ojca w 1939 roku. Matka osierociła go zaraz po urodzeniu. Mieszkanie ciotki było na Krochmalnej, tam gdzie pralnia. Ciotka miała również drugi zakład na Pańskiej 14, ale też pod tym adresem otworzyła kawiarnię. Być może w miejsce pralni. Władek pracował tam przez rok. Lokal cieszył się dużym powodzeniem, bywali w nim artyści. Franciszka była bardzo dobrą kucharką.
Kiedy Niemcy utworzyli getto ulica Pańska znalazła się za murem. Ciotka zwinęła interes i przeniosła się na Stare Miasto na ulicę Freta. Otworzyła tam sklep z różnymi towarami. Handel odbywał się "spod lady", oficjalnie niewiele można było kupić. I w sklepie także pomagał Władek. Dopiero kiedy podjął naukę w szkole handlowej musiał poszukać pracy i zarobić na swoje utrzymanie. Był pomocnikiem w zakładzie fotograficznym w Alejach Jerozolimskich. Niebawem uciekł od ciotki, kiedy oskarżyła go o kradzież pieniędzy.
Nie wiadomo jakie były dalsze koleje Franciszki Antosiewicz. Władysław natomiast zamieszkał u kolegi a potem pod Warszawą. Wrócił do stolicy wiosną 1944 roku. Pracował m.in w niemieckiej fabryce szyjącej futra. Mieszkał na ulicy Złotej - podczas Powstania także. Przyjął pseudonim "Kremowy" i był strzelcem w zgrupowaniu "Koszta". Po Powstaniu trafił do obozu Lamsdorf, a po wyzwoleniu zamieszkał w Anglii.

piątek, 12 lipca 2013

Krochmalna w Powstaniu Warszawskim.

Działania na Krochmalnej sił walczących po obu stronach były dla ulicy druzgocące. To wtedy właśnie zniszczono prawie wszystkie kamienice - zbombardowano i spalono. Mieszkańcy musieli uciekać. Koczowali w piwnicach i w sprzyjającym momencie starali się przedostać w bezpieczniejsze rejony. Tysiące straciło życie.
O zmieniającej się sytuacji z dnia na dzień pisze Karol Mórawski w przewodniku historycznym po miejscach walk i straceń z dni Powstania Warszawskiego - "Wola. Warszawskie Termopile".

Załączam kalendarium walk na Krochmalnej:
1 sierpnia – ulica opanowana została przez oddziały powstańcze dowodzone przez kpt. „Sosnę” – Gustawa Billewicza.
½ sierpnia – barykady przecinające ulicę między ul. Karolkową a Towarową i barykadę przy wylocie ul. Wroniej obsadzili powstańcy z batalionu „Chrobry I”. Natomiast barykady od Waliców do Ciepłej obsadzili żołnierze II batalionu Zgrupowania „Chrobry II”.
2 sierpnia – od strony ul. Towarowej w ul. Krochmalną wjechał niemiecki czołg i dotarł aż po Browar Haberbuscha, skąd został wyparty butelkami zapalającymi przez powstańców.
3 sierpnia – do kpt. Wacława Zagórskiego zgłosił się inż. „Filip” – Stanisław Krasnodębski produkujący polskie granaty „filipinki” i „sidolówki” z propozycją współpracy. Warsztat inż. „Filipa” znajdował się przy ul. Krochmalnej, doskonale zamaskowany, z drugim wejściem od strony ul. Grzybowskiej. Kapitan udzielił mu wsparcia przydzielając ludzi i materiał wybuchowy dla rozszerzenia tej cennej produkcji.
Poniżej zdjęcie z tego dnia.
Fotografia wykonana 3 sierpnia przez Stefana Bałuka. Widoczna na niej prowizoryczna barykada przebiega przez Krochmalną między budynkami 38 i 41. Z opisu zdjęcia wynika, że parterowy budynek i kolejny to właśnie numer 41-zabudowania fabryczne. Stefan Bałuk miał za plecami narożną kamienicę Krochmalna 38 i robił ujęcie w głąb Krochmalnej.

Na poniższym zdjęciu natomiast widok w głąb Waliców autorstwa także Stefana Bałuka. Po prawej pozostałości parterowego domu narożnego Waliców 23/Krochmalna 40 i dalej piętrowa kamienica narożna Waliców 21/Krochmalna 43. Po lewej stronie budynek narożny Krochmalna 38 dalej parterowy Krochmalna 41 - między nimi barykada przedstawiana na fotografii pierwszej.
Orientowanie się co przedstawiają zdjęcia z tamtych czasów to wyższa szkoła wtajemniczenia. Ich analiza zajmuje mi bardzo dużo czasu a zwłaszcza zrozumienie od której strony stał fotografujący. Właściwie to sama nigdy nie rozwikłałabym zagadki pt. co przedstawia obraz. Korzystam z rozwiązań portalu Kolejka Marecka. Jednak nadążanie za ich objaśnieniami to także nie lada wyzwanie. Dlatego jeśli już sama rozumiem zdjęcie - staram się jak najdokładniej opisać co przedstawia.
http://i36.tinypic.com/qz3xmr.jpg
4 sierpnia – silne niemieckie bombardowanie lotnicze zburzyło znaczną część ulicy, a m.in. warsztat produkcji granatów. „W czasie wczorajszego bombardowania zasypało warsztat inżynierowi <Filipowi>, a w nim sporą ilość gotowych filipinek. Trudno sobie wytłumaczyć jak się to stało, że nie detonowały, co powiększyłoby znacznie rozmiar zniszczenia. Ze względu na słabe zatyczki druciane przy zapalnikach, nie mających zwykłego pięciosekundowego opóźniacza, trzeba z nimi obchodzić się jak z jajkiem. Wystarczy nieostrożne zahaczenie aby łyżka odskoczyła i nastąpił natychmiastowy wybuch. Już jeden z naszych chłopców zginął w ten sposób: filipinka wybuchła mu w kieszeni od marynarki. A tu zwaliły się na warsztat dziesiątki ton gruzu i żelastwa i… nic. Oczywiście zabroniłem tam nawet zbliżać się komukolwiek. Podniesienie czy poruszenie którejś cegły może zwolnić sprężynę i gotowe nieszczęście. Gdy <Filip> przyszedł i zobaczył, co się stało, polazł prosto w gruzy. Gmera tam od wczoraj, nie zważając nawet na ciemności w nocy ani na naloty w dzień. Co pewien czas przynosi mi najbardziej pogniecione, powyginane w przedziwne kształty filipinki. Powiada, że nie uchodzi odnosić takich pokracznych okazów do komendy, a że w gruncie rzeczy kształt cienkiego blaszanego pancerza jest zupełnie obojętny, więc szkoda, aby marnowały się. Za każdą którą daje nam w prezencie osobiście gwarantuje.” (Wacław Zagórski/Lech Grzybowski - "Wicher wolności", Londyn 1957 str.4.


Przypuszczam, że miejscem produkcji granatów była kamienica Krochmalna 15. Obecnie znajduje się tam szkoła nr 220. Taką notatkę znalazłam na ich stronie internetowej:

"Jednym z miejsc, w którym organizowano taką produkcję był budynek przy Krochmalnej 15. oczywiście podziemna wytwórnia materiałów wybuchowych potrzebowała dla kamuflażu jakiejś wiarygodnej dla okupanta nazwy. Na początku roku 1943 w wynajętej suterenie budynku, na częściowo wypalonym podwórku zorganizowano wytwórnię materiałów wybuchowych pod oficjalnym szyldem fabryki farb mineralnych „Farbolit”. Wnętrze częściowo wyremontowano, aby wyglądało na działający zakład usługowy. Szefową została inżynier chemik Janina SZABATOWSKA ps. Janka, absolwentka Politechniki Lwowskiej.


W marcu 1943 roku wytwórnia przerobiła na szedyt (materiał wybuchowy, którym napełniano korpusy granatów) ok. 2 tony chloranu potasowego, który wówczas jeszcze można było oficjalnie nabyć w stolicy. W maju przerobiła ok. 3 ton zdobytego w fabryce na Targówku chloranu. W lecie jednak skończyły się niezbędne do produkcji materiały. Dał się odczuć kryzys zaopatrzeniowy. Zuchwale przeprowadzona akcja na fabrykę zapałek w Częstochowie, pozwoliła zdobyć jednorazowo aż 20 ton niezbędnego do produkcji chloranu potasu. Zdobycz przewieziono na ul. Krochmalną 15.
Po przetworzeniu zdobytego chloranu na szedyt, wytwórnia przeszła na przetwarzanie innego nowego materiału wybuchowego – amonitu. W prymitywnych warunkach dokonano próby nitrowania sylwet – nafty. Ruszyła produkcja. Wytworzono 1 tonę tego materiału, mimo, że w czasie produkcji niemożliwym było zachowanie należytych warunków bezpieczeństwa. Brakowało wentylacji, a w trakcie przeprowadzanej nitracji na zewnątrz wydobywały się kłęby rudobrunatnego dymu – charakterystyczne dla tlenków azotu. Ponadto wytwórnia znajdowała się w sąsiedztwie komisariatu granatowej policji przy ul. Ciepłej".
5/6 sierpnia – na Krochmalną w nocy do oddziałów kpt. „Sosny” dołączyły oddziały wolskie kpt. „Hala” – Wacława Stykowskiego.
6 sierpnia – z barykad na ul. Krochmalnej oddziały kpt. „Sosny” odeszły w ul. Leszno a stamtąd na Stare Miasto.
7 sierpnia – po zdobyciu przez Niemców ul. Chłodnej, wzmógł się ich napór na ul. Krochmalną. Powstańcom udało się jednak utrzymać wybudowane dzień wcześniej mocne barykady. Atak szturmowego batalionu sierż . „ Grzesia” –Jana Kretera odrzucił Niemców na północną stronę ul. Chłodnej.
7/8 sierpnia – powstańcy umocnili południową stronę ulicy, obsadzając poszczególne domy wzmocnionymi oddziałami i zamykając przecznice barykadami.
9 sierpnia – o świcie Niemcy wdarli się na teren Browaru Haberbusha jednak zdecydowany atak kompanii pod dow. Ppor. „Jeremiego” – Leona Kancelarczyka odrzucił wroga, następnie ubezpieczono teren browaru.
11 sierpnia – Niemcy prowadzili uporczywe ataki na ul. Krochmalną wypychając w ciągu dnia powstańcze placówki na południowa stronę ul. Grzybowskiej. Natomiast nocą powstańcy wypierali Niemców ze zdobytych w ciągu dnia stanowisk. Trzymała się twardo placówka przy barykadzie zamykającej ul. Ciepłą przy ul. Krochmalnej wspomagana przez pluton szturmowy sierż. „Grzesia”.
13/14 sierpnia – po północy z terenu browaru uderzyły dwie grupy osłonowe wspomagające główne polskie natarcie na Hale Mirowskie. Pierwsza pod dow. Kpt. „Lecha Grzybowskiego”- Wacława Zagórskiego dotarła tu ul. Krochmalną i utknęła w ogniu nieprzyjaciela. Druga grupa pod dow. Kpt. Proboszcza” – Jana Jaroszka przełamała niemieckie umocnienia na tej linii i dotarła aż do Chłodnej, lecz pod nawałą ciężkiej broni nie zdołała się …pać. O świcie obie grupy powróciły ze stratami na pozycję wyjściowe.
15 sierpnia – w wyniku bardzo silnego niemieckiego natarcia, które zepchnęło powstańców aż na linię ul. Ceglanej, cała Krochmalna znalazła się w rewirze nieprzyjaciela, który zaczął fortyfikować swoje pozycje.
31 sierpnia – oddziały II batalionu prowadzone przez samego kpt. „ Lecha Grzybowskiego” – Wacława Zagórskiego przełamały niemiecką obronę Krochmalnej. Ze względu na silny niemiecki zmasowany ogień z ul. Chłodnej i pl. Mirowskiego zostały zmuszone do odwrotu.

piątek, 5 lipca 2013

Niespodzianka !!!

Zaczęłam się bardziej panoszyć na stronie www.warszawa1939.pl. Przejrzałam wszystkie zdjęcia z Krochmalnej, które tam mają i zaczęłam studiować fotoplan. Jest taki obiekt: Krochmalna 35/37 Grzybowska 40 i Waliców 24 i notatka:
"Na terenie posesji należącej do browaru "Haberbusch i Schiele" w latach 1917-27 mieściła się Fabryka Przetworów Chemicznych „Dobrolin”.
Po przeniesieniu zakładów na Wolską na Grzybowskiej pozostał skład fabryczny "Dobrolinu".

Prawdopodobnie po 1930 posesja przy Waliców 24 została oddzielona od reszty zespołu (na fotoplanach z 1935 i 1945 widoczny jest mur)
Zniszczone:

w czasie II wojny św."
Do tego zdjęcie z lotu ptaka. Wpatrywanie się w fotoplan nie jest takie proste, ale można dojść do wprawy. W poprzednim poście, kiedy również poddawałam analizie podobne zdjęcie, utrwaliłam sobie widok pewnych kamienic i układ ulic. I tu poniżej mamy podobnie - na dole po prawej zabudowania przy Krochmalnej.


I jakże się ucieszyłam kiedy uświadomiłam sobie, że kamienica zaznaczona poniżej to "moja" Krochmalna 30 !!! To pierwsze przedwojenne zdjęcie tego domu.


A na zbliżeniu i powiększeniu mamy wyraźny zarys od strony podwórka. Cztery kondygnacje, oraz boczne oficyny: zachodnia i północna - równie wysokie. Między nimi podwórko - studnia ;-).


Co zachował w pamięci Izaak Wacław Kornblum?

W archiwum historii mówionej znalazłam relacje osób, które w swoim życiu były związane z ulicą Krochmalną. Każda taka opowieść - daje mi wyobrażenie o tym miejscu i wzbogaca obraz ulicy. Zdobywam cenne detale i szczegóły, które skłaniają do dalszych poszukiwań.
Pan Izaac Wacław Kornblum wspomina swoją drogę z domu przy ulicy Śliskiej 42 do szkoły przy Krochmalnej 36. Mijał koszary żandarmerii - Krochmalna 29/Ciepła 13.
"Do szkoły chodziłem na ulicę Krochmalną ... to była szkoła bundowska. Do tej szkoły chodziłem sześć lat, nawet przeszło, bo również do przedszkola tam chodziłem. Chodziłem ulicą Ceglaną, Twardą, placem Grzybowskim, Prostą. Po drodze była Komenda Końskiej Policji Państwowej. Wielkie budynki, stajnie i przez te stajnie spóźniałem się zawsze do szkoły. Nie można było przejść tam obojętnie widać było przez sztachety jak prowadzili te konie jak te konie tam skakały przez jakieś płotki przez jakieś przeszkody. I zawsze nas tam paru chłopaków stało i przyglądało się. Koło Krochmalnej 36 można było przejść na ulicę Chłodną."
Żandarmeria była w bliskiej odległości od Krochmalnej 30 - można powiedzieć - po sąsiedzku. Być może do mieszkańców docierały odgłosy rżenia koni i ćwiczeń wojskowych. To był dość duży teren. Jak wynika z mapy mieścił się wzdłuż ulicy Ciepłej między Grzybowską a Krochmalną.

Zdjęcie z lotu ptaka - u góry po lewej maneż - Grzybowska 34. Na dole po prawej zabudowania przy Krochmalnej 29, potem 31 i nawet kawałek bocznej oficyny 33.
                                                                 okres I wojny św. (?)
źródło: Ze zbiorów mjr Tomasza Kopańskiego (WBBH)
autor: autor albumu - Stanisław Tomasz Kuligowski


Maneż czyli budynek, w którym ujeżdżano i ćwiczono konie - to przy nim zatrzymywał się uczeń Izaak. Zbudowany został w latach 1882-84. Jak podaje Szymon Kucharski ( ww.warszawa1939.pl) - należał do kompleksu koszar rosyjskiego 2. dywizjonu żandarmerii polowej (po reformie armii w 1910 zredukowanego do szwadronu). Natomiast w okresie międzywojennym był własnością 1. dywizjonu żandarmerii do spółki z Policją Państwową. W latach 1899 -1906 w budynku działał Teatr Ludowy. Po II wojnie został rozebrany.

Wojskowy maneż - koniec XIXw źródło:  http://www.warszawa1939.pl/zrodlo.php?kod=Kwiatkowscy


Poniżej zdjęcie budynków od ulicy Ciepłej - patrzymy w kierunku Krochmalnej.

1946


I jeszcze jedna fotka - przedstawia fragment części centralnej i północnej zespołu budynków.

                                         okło 1916r
                                               źródło: Ze zbiorów Roberta Marcinkowskiego
Koszary wojskowe znalazły się w getcie od początku jego zamknięcia. Zostały z niego wyłączone w lutym 1942 r.