rys. Kazimierz Nowak, fot. Anna Chalecka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lokatorzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lokatorzy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 kwietnia 2015

Lokatorzy z lat 50-tych



Na dole w środku ten mały chłopiec to Andrzejek Brzozowski mieszkaniec kamienicy z pierwszego piętra. Obok stoi i trzyma go za rękę siostra Halinka. Po lewej mała Późniakówna z trzeciego i w warkoczach córki państwa Symków. Właśnie nawiązałam kontakt telefoniczny z Andrzejem Brzozowskim i poznałam nowe fakty związane z domem na Krochmalnej 30. 
Brzozowscy zamieszkali w kamienicy po wojnie. Wuj pana Andrzeja dostał tam kwaterunek. Wyprowadził się niebawem i mieszkanie zajęła mama Andrzeja i Halinki. Andrzej Brzozowski urodził się na Krochmalnej w 1957 roku, siostra jest 2,5 roku starsza. Pamięta niewiele - tyle ile wpadło w ucho małemu dziecku, niespecjalnie interesującemu się historiami z przeszłości. 
Któregoś dnia przyjechała z Kanady pani Kazia Argasińska. Wspominała, że mieszkała w kamienicy przed wojną na 4 piętrze. Czyli było to piętro dziś nieistniejące. Może poddasze z mansadowymi oknami jak sugeruje Jarosław Zieliński? Pan Andrzej potwierdza także, że piętro było, bo pozostała po nim olbrzymia suszarnia do dziś spełniająca swoja funkcję. Z panią Kazią i jej mężem Mieczysławem będziemy próbowali się skontaktować - pan Andrzej ma ich numer telefonu. Może żyją i opowiedzą o swojej historii - właściwie to pani Kazia, bo Mietek pochodzi z rzeszowszczyzny. Podczas powstania nastoletnia Kazia była łączniczką. Opowiadała, że w tamtym rejonie było dużo lochów podziemnych połączonych ze sobą korytarzami. Nawet jeden z nich wychodził za ołtarzem w Kościele na Chłodnej. Można też było dojść nimi do piekarni. Pan Andrzej sugeruje, ze lochy te to pozostałości z czasów getta i są do dziś.
W roku 68 odbył się remont kamienicy. Brzozowscy wtedy się wyprowadzili. To wtedy zniknęły pozostałości po skrzydłach bocznych i tylnym budynku. Uprzątnięto gruzy a dom został wyposażony w centralne ogrzewanie, ciepłą wodę, położono parkiety w miejsce desek podłogowych. Zlikwidowano również wejście od frontu do dawnej pralni. Po wojnie był tam zakład pana Kocika z metalowymi zawiasami itp. W suterenach zorganizowano komórki dla lokatorów. 
A co się działo w latach pięćdziesiątych w okolicy? Wszędzie były gruzy i rozwalone budynki. Naprzeciwko "trzydziestki" na prawo zachowały się budynki piętrowe te po lewej - parterowe. Dzieciaki chodziły tam po dachach. Wszystkie pozostałości zabudowy zostały w tamtych latach rozebrane, ludzie wykwaterowani. W miejscu gdzie teraz jest numer 2 wykopano bardzo duże ilości porcelany. Prawdopodobnie był to skład, magazyn któregoś z handlarzy w Hali Mirowskiej. Mówiło się też o szkatułce wyjętej ze ściany narożnego budynku Krochmalna/Żelazna. 
Kto mieszkał po sąsiedzku z Brzozowskimi? Na dole Tarasiukowie, pierwsze piętro Brzozowscy i Symko, drugie Sobeccy, trzecie Późniakowie i Madera. Byli tez państwo Wójcik - nie zapytałam gdzie - to przy następnej rozmowie, także z siostrą pana Andrzeja.

wtorek, 23 lipca 2013

Kolejny odnaleziony. Władysław Ciechomski.

Studiując biogramy powstańcze z Archiwum Historii Mówionej natknęłam się na wzmiankę o Franciszce Antosiewicz. Dla przypomnienia - miała na Krochmalnej 30 pralnię. Opowiada o niej jej siostrzeniec - Władysław Ciechomski. Cały wywiad można przeczytać tutaj: klik
Ja się skupię na moich mieszkańcach.

Władek trafił pod opiekę cioci mając niespełna 13 lat - po śmierci swojego ojca w 1939 roku. Matka osierociła go zaraz po urodzeniu. Mieszkanie ciotki było na Krochmalnej, tam gdzie pralnia. Ciotka miała również drugi zakład na Pańskiej 14, ale też pod tym adresem otworzyła kawiarnię. Być może w miejsce pralni. Władek pracował tam przez rok. Lokal cieszył się dużym powodzeniem, bywali w nim artyści. Franciszka była bardzo dobrą kucharką.
Kiedy Niemcy utworzyli getto ulica Pańska znalazła się za murem. Ciotka zwinęła interes i przeniosła się na Stare Miasto na ulicę Freta. Otworzyła tam sklep z różnymi towarami. Handel odbywał się "spod lady", oficjalnie niewiele można było kupić. I w sklepie także pomagał Władek. Dopiero kiedy podjął naukę w szkole handlowej musiał poszukać pracy i zarobić na swoje utrzymanie. Był pomocnikiem w zakładzie fotograficznym w Alejach Jerozolimskich. Niebawem uciekł od ciotki, kiedy oskarżyła go o kradzież pieniędzy.
Nie wiadomo jakie były dalsze koleje Franciszki Antosiewicz. Władysław natomiast zamieszkał u kolegi a potem pod Warszawą. Wrócił do stolicy wiosną 1944 roku. Pracował m.in w niemieckiej fabryce szyjącej futra. Mieszkał na ulicy Złotej - podczas Powstania także. Przyjął pseudonim "Kremowy" i był strzelcem w zgrupowaniu "Koszta". Po Powstaniu trafił do obozu Lamsdorf, a po wyzwoleniu zamieszkał w Anglii.

piątek, 7 czerwca 2013

Co jeszcze zdradza ŻIH?

Odkryłam w sobie zacięcie detektywa. Odwiedzając Żydowski Instytut Historyczny nie tylko wróciłam z konkretnymi rewelacjami, ale również podpowiedziano mi jak szukać. Jest takie źródło danych: http://genealogyindexer.org/ z wyszukiwarką i po adresie lub nazwisku można wyłowić interesujące informacje pochodzące w moim przypadku z przedwojennych książek telefonicznych, spisów branżowych i adresowych. Coś wspaniałego dla poszukiwaczy mojego rodzaju.
Co wyszukałam – tym się dzielę.
Natan Herman – producent pudełek aptekarskich i perfumeryjnych miał wspólnika. Niejaki Salomon Brokman w 1931 roku wspierał działalność firmy.

Cała plejada kupców:
Abram Kasterbaum – mieszkał w 1930 roku.
Akerajzen Szepsel – mieszkaniec z 1930/31 roku, posiadający telefon ! 293-41.
Zegrze Wolf - 1930
Nussbaum J – mieszkał w 1939/40, też miał telefon – 256-79. Ciekawe, że w poprzedniej książce telefonicznej widnieje jego nazwisko z tym samym numerem telefonu tyle, że w adresie jest Krochmalna 24. Przeprowadził się, czy pomyłka w druku? A jeśli pomyłka,  to która książka jest poprawna?
Franciszka Antosiewicz – w 1939 roku była właścicielką pralni na Krochmalnej 30, drugą miała na Pańskiej 14, gdzie był telefon – 231-93.
Olewniczak Wacław



I jeszcze właściciel – Hersz Nusbaum poszerzyłam wiedzę na jego temat – był synem Majera i Matli i miał żonę. 
Z danych ŻIHu wynika, że osobą, która zamieszkiwała Krochmalną 30 i przeżyła wojnę był także Szmul Krakowski. Urodził się w Warszawie 1.06.1906 roku w rodzinie Izraela i Jachety z domu Wajsbrot. W 1939 roku uciekł do Brześcia potem przebywał w Semipałatyńsku. W 1946 roku wrócił do Łodzi, gdzie się osiedlił. Miał żonę. Z wykształcenia był mechanikiem samochodowym.
Czy uda mi się odszukać potomków Szmula Krakowskiego i Kaufmanów?













wtorek, 4 czerwca 2013

Czas Getta.

Getto Warszawskie ostatecznie zostało zamknięte 16 listopada 1940 roku. Zaczęto odgradzać je trzymetrowym murem lub w niektórych miejscach płotem z drutu kolczastego. Początkowo ulica Krochmalna - od Rynkowej do Wroniej - w nim się znalazła. Była jednak ulicą graniczną, ponieważ kamienice przy Chłodnej stykające się "plecami" z tymi od Krochmalnej do getta nie weszły. Chłodna znalazła się po aryjskiej stronie. Granica biegła między posesjami domów, przechodziła przez podwórka. Dom pod 30 był za murem. Jeśli mieszkali w nim Polacy musieli przeprowadzić się na stronę aryjską. Czy w ogóle Polacy mieszkali w tym domu? Jedyną jak na razie osobą, o której znalazłam wzmiankę, jest Franciszka Antosiewicz. Pani ta w 1939 roku była właścicielką pralni na Krochmalnej 30. Drugi zakład miała na Pańskiej 14. 


opracowanie kartograficzne Paweł E. Weszpiński



Bardzo istotną datą dla ulicy jest październik 1941 roku. Wtedy bowiem komisarz dzielnicy Żydowskiej Heinz Auerswald wydał rozporządzenie o zmianie granic getta. Zaczęto je zmniejszać i tym samym zagęszczać. Postanowiono także o przeniesieniu granic na środek ulic. Wcześniejszy układ sprzyjał szmuglowi i kontaktowi ze stroną aryjską. W wielu kamienicach stykających się "plecami" kopano przejścia w piwnicach i robiono dziury w murze. Granice poprowadzone środkami ulic były doskonale widoczne.
Od października parzyste numery ulicy Krochmalnej znalazły się więc po aryjskiej stronie. Żydzi musieli się wyprowadzić ze swoich mieszkań do 21 grudnia. Myślę, że od 1942 roku pod trzydziestką zamieszkali już tylko Polacy. Lokatorzy zmienili się kompletnie.

Akcję przesiedleńczą wspomina Emanuel Ringelblum w "Kronice getta warszawskiego".
"Październik stał pod znakiem dalszego przesiedlania. Tym razem przyszła kolej na ulice biedoty żydowskiej, Krochmalną ( prawie cała ulica z wyjątkiem małego odcinka, między innymi duży dom szkoły powszechnej na Krochmalnej 36), końcowe numery Ogrodowej, całą Chłodną. Cel jest jasny: likwidacja szmuglu. Chcą tak ukształtować getto, żeby jego granice biegły ulicami, a nie żeby żydowski dom graniczył z chrześcijańskim. Przesiedlenie objęło około 18 000 osób. Odbyło się ono bez zgrzytów. Nie napotkało na specjalne trudności. Ludność wyprzedała wszystko, co miała, i przeprowadziła się w czasie. Biedota z innych ulic gościnnie przyjęła swych braci z Krochmalnej, tak że Gmina i ŻTOS, które się tym zajmowały miały mało roboty".


środa, 22 maja 2013

O gazie

Gazownia warszawska

Tadeusz Dołęga Mostowicz w 1932 roku napisał "Karierę Nikodema Dyzmy" a w niej czytamy...
„Ulica Krochmalna o tej porze była całkiem pusta. I nie dziw, bo minęła północ a mieszkańcy tej dzielnicy już o szóstej wstają do pracy. W nikłym świetle gazowych latarń stały śpiące kamienice z czerwonej cegły. Z rzadka rozlegały się kroki przechodnia śpieszącego do domu. Tylko w jednej bramie stali trzej mężczyźni. Stali w milczeniu, oparci o mur. Czekali. Można by było pomyśleć, że zdrzemnęli się, gdyby nie trzy żarzące się punkty papierosów. Wtem doszedł do ich uszu odgłos ciężkich kroków. Ktoś szedł od strony ulicy Żelaznej. Jeden z oczekujących w bramie przykucnął i ostrożnie wychylił głowę tuż nad ziemią, po czym cofnął się i szepnął:- Jest. Kroki zbliżały się i po minucie ujrzeli niskiego, grubego człowieka w czarnej jesionce. Gdy minął bramę, wysunęli się za nim. Obejrzał się.- Panie - zawołał szczupły blondyn - ma pan zapałkę?- Mam - odparł tamten i przystanął, sięgając do kieszeni.- Pan się nazywasz Boczek? - nagle zapytał blondyn. Grubas przyjrzał się mu.- Skąd pan mnie zna?

- Skąd, a stąd, draniu, że mordy nie trzymasz na kłódkę!

- Kiedy...

Nie dokończył. Potężny cios twardej pięści rozmiażdżył mu nos i górną wargę. Jednocześnie otrzymał z tyłu uderzenie w głowę i silne kopnięcie w brzuch."
To, że na Krochmalnej mieszkał tzw. element i można było dostać w "mordę", a i życie stracić to pewne. Mnie natomiast zainteresowała wzmianka o gazowych latarniach. Gaz miejski - świetlny - był używany w tym czasie nie tylko do oświetlania ulic Warszawy, ale również do rozjaśniania pomieszczeń. W gospodarstwie domowym można było dzięki niemu gotować, ogrzewać wodę użytkową czy wnętrza. Wyposażenie w instalację gazową świadczyło o wysokim standardzie kamienicy.
Pod numerem 30 gaz był. Możliwe, że nie od początku, natomiast kamienica z właścicielem - lokatorem była modernizowana. W latach trzydziestych z gazowni warszawskiej płynął na pewno do ulicy Krochmalnej i pod trzydziestkę. Potwierdzają to następujące informacje, na które natknęłam się w sieci. Na stronie: www.warszawa.getto.pl przeczytałam, że niejaki Szlama Grinsztejn i Lejb Landsztejn zalegali z płatnościami za gaz za okres do 15 maja 1941 r. według stanu na dzień 13 lipca 1942 r. Szlama zajmujący lokal numer 42 zadłużył się na kwotę 20,69  w październiku 1941, a u Lejba suma zadłużenia wynosiła 7, a okresem zadłużenia był luty 1942 r.
Powyższe informacje udało mi się potwierdzić w Archiwum na Krzywym Kole.

piątek, 17 maja 2013

Krzywe Koło 7, czyli sezamie otwórz się !

Moje śledztwo dotyczące Krochmalnej 30 odbywało się dzisiaj w Archiwum Miasta Stołecznego Warszawy. Okazało się ono istną jaskinią ze skarbami ;-). Natrafiłam na mikrofilmy zawierające karty pacjentów przebywających w szpitalu na Czystem na przełomie 1939 i 40r. (Obecnie Szpital wolski na Kasprzaka, wtedy Dworska 17). Szpital z założenia był dla Starozakonnych więc i wśród pacjentów dosyć charakterystyczne nazwiska. Wszyscy tam wymienieni chorowali na tyfus. Musiałam dobrze skupiać wyrok, by nie przeoczyć ewentualnego mieszkańca "trzydziestki". I okazało się, że znalazłam ich aż dwóch - a raczej dwie:
Rozenbaum Frajda - Krochmalna 30/14
Kopyto Gitla - Krochmalna 30


Moja lista lokatorów robi się coraz dłuższa. Niestety księgi meldunkowe tej kamienicy nie zachowały się i stąd te dziwne poszukiwania w przeróżnych spisach.
Także w archiwum miałam przyjemność powertować książki telefoniczne z różnych lat od 1920 do 1941 roku. I dzięki nim także rozszerzyłam swoją wiedzę. Prześledziłam znanego mi już Hermana N zajmującego się produkcją pudełek aptekarskich. Wnioski są następujące. Swój interes na Krochmalnej 30 prowadził już w 1920 roku. Poznajemy jego imię - Natan !!! Był chyba dość nowoczesnym przedsiębiorcą skoro można było skontaktować się z nim telefonicznie. Trzeba było tylko sprawdzać czy numer aktualny, bo zmieniał się cztery razy ;-)



 






















środa, 15 maja 2013

Zacznijmy od właściciela.

Dzisiaj w końcu udało mi się dotrzeć do głównej miejskiej biblioteki w celach oczywiście poszukiwawczych. Ze trzy godziny zajęło mi zgłębianie woluminów w dziale Varsavianów. Bardzo miła obsługa, dzięki której nie musiałam biegać pomiędzy regałami i wertować katalogów, tylko od razu zasiadłam za biurkiem i czekałam na przyniesienie materiałów. Właściwie podsuwane mi dzieła już znałam, a te jeszcze nie odkryte nie zawierały jakichś rewelacji - autorzy bazują na tych samych informacjach. Małe perełki jednak odkryłam.
W starym artykule z Życia Warszawy z 1997 roku autor  Jerzy Kasprzycki powołał się na korespondencję z niejakim M. Nusbaumem z Hajfy - "związanym tradycjami rodzinnymi z kamienicą przy Krochmalnej 30". Nazwisko dobrze mi jest znane już od roku. Zaraz na początku moich poszukiwań udało mi się wytropić informację o właścicielu nieruchomości. Był nim Hersz Nusbaum. Jakie są między panami H i M powiązania jeszcze nie wiem, może się dowiem w przyszłości.

Odwiedzając warszawskie Muzeum Woli natknęłam się w nim na zachowaną, oryginalną Książkę informacyjno-adresową z 1930 roku. Nie mając za wiele czasu przejrzałam ją tylko ogólnie, ale i to pozwoliło na wyłowienie nazwiska właściciela kamienicy - handlowca czy też kupca Hersza Nusbauma. Również Varsavianista - Jarosław Zieliński podaje jego nazwisko w Atlasie przedwojennej Warszawy t.XIV, pisze także o właścicielu Gerinim - kim był ów - moje poszukiwania trwają.


Hersz mieszkał na Krochmalnej 30 pod numerem 5 na pierwszym piętrze - okna wychodziły oczywiście na ulicę. Urodził się 25 lutego 1863 a zmarł 4 października 1941 roku. Tych kilka detali dotyczących jego osoby pozyskałam z ŻIH-u. Kamienica pochodzi z 1913 lub 14 roku, miał więc 50 lat kiedy ją nabył.